
„Po kawie nie mogło Ci tak odwalić. I nie wiem, czy mogę ci wierzyć. To
jakbym zaufała rosyjskiemu paktowi o nieagresji.”
Witajcie kochani! Już po
świętach, makowce się skończyły i większość z nas musiała ponownie zmierzyć się
z trudami codzienności. Na moim blogu jednak święta jeszcze się nie kończą, a
to za sprawą Nataszy Sochy i jej świątecznej powieści „Dwanaście
niedokończonych snów”.
„A jednak śnieg coraz rzadziej pojawiał się w grudniu, jakby chciał
zobaczyć, czy święta odbędą się również bez niego i czy mimo wszystko znajdą
swoich wielbicieli.”
Wybór świątecznych lektur był dla
mnie sporym problemem. Wachlarz możliwości zawężały moje obawy przed (zbyt)
lekką i (zbyt) cukierkową pozycją o miłości, w której wszystko będzie (zbyt)
oczywiste. Ta książka zwróciła moją uwagę ze względu na krótki opis fabuły, z
którego dowiedziałam się przede wszystkim, że Momo (cóż za cudowny przydomek!)
jest zamkniętą w swoim pudełkowym życiu dziewczyną, gdy nagle w jej życiu
pojawiają się sny. Senne marzenia kierują ją w miejsca, do których w życiu by
się nie udała, dzięki czemu poznaje ludzi, którzy pomagają jej zrozumieć siebie
samą.
„Jasne. Perfumy, gacie z koronki i książkę o duńskiej metodzie bycia
szczęśliwym. Odradzam. Głaskanie psa, picie kawy z kubka ubranego w sweterek,
czy też zjedzenie żytniego chleba z rzodkiewką jeszcze nikogo nie wyleczyło z
depresji. I nie sądzę również, żeby czyniło szczęśliwym. Ten duński bełkot
namieszał tylko wszystkim w głowach, ale przed autorką chylę czoła. Zarobić
kupę kasy na wciskaniu nam kitu o zbawiennym wpływie cynamonowej herbaty i
pisaniu listów do przebiśniegów, to jest dopiero sztuka. Wierz mi, twoja żona
nie chce hygge. Bierz naszyjnik.”
Jeśli chodzi o fabułę, to była
ona na naprawdę dobrym poziomie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że cały
czas mówimy o świątecznej pozycji! Jak wspomniałam wcześniej – wyruszamy z Momo
w pewną podróż przez sny. Towarzyszymy jej w ciągu dnia, by później
uczestniczyć w tym, co podświadomość pokazuje jej nocą. Sny są częścią bardzo
abstrakcyjną. Nie są proste, sztampowe, a przekaz z nich płynący nie jest
oczywisty. Cała teoria znaczenia snów też została ukazana tu w fajny sposób.
Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę, że główna bohaterka w gruncie rzeczy usiłuje
nauczyć się świadomego śnienia i całkiem nieźle jej to wychodzi. Nie mam
zielonego pojęcia, czy to był świadomy zabieg, czy też nie, ale z pewnością
wielu z nas by chciało móc kierować swoimi snami.
„Trzynastolatki nie mają łatwego życia. Po pierwsze, wyrastają z
kombinezonu dziecka posłusznego i wskakują w skafander utkany z hormonów i
pryszczy. Po drugie, nie rozumieją, dlaczego nikt ich nie rozumie. A po
trzecie, odkrywają, że świat jest głupi, dorośli jeszcze bardziej, a one muszą
same temu wszystkiemu stawić czoła.”
Nie jest to książka typowo
świąteczna. Nie będziemy tu lepić pierników i stroić choinek, a przynajmniej
nie cały czas. Choinki owszem, pojawiają się, ale całokształt nie jest kolejną
świąteczną opowieścią, Boże Narodzenie jest tu nieco w tle. Sny układają się w
pewien magiczny rodzaj kalendarza adwentowego, który każdego kolejnego dnia
przynosi głównej bohaterce niespodziankę i nieuchronnie odlicza czas do Wigilii.
Wraz z kolejnymi sennymi okienkami w kalendarzu życie Momo ulega zmianie, którą
trudno przeoczyć, nawet mało uważnemu obserwatorowi. Jeśli więc spotkacie
gdzieś kobietę, która chodzi ubrana wyłącznie na czarno, nie pija kawy i jada
tylko jogurt naturalny, to koniecznie dajcie jej tę książkę! A tak na poważnie,
mimo wszystko polecałabym po nią sięgać w okresie okołoświątecznym, bo
wprowadza atmosferę ciepła i nadziei, w akompaniamencie śmiechu.
„Zresztą. Strojenie choinki Polacy wzięli od Niemców i pewnie większość
nie miała o tym pojęcia, inaczej już dawno by się zbuntowali. Od Niemca można
co najwyżej wziąć odszkodowanie.”
Bohaterowie są świetnie
wykreowani. Są niemalże namacalni. Ciotka Rebeka stoi koło nas wygłaszając
swoje cięte argumenty na każdy temat. Pati i jej podejście do życia skłaniają
do refleksji, choć niejednokrotnie przy okazji bawią czytelnika. Każda postać
posługuje się spójnym i tylko sobie przypisanym językiem. Każdy z bohaterów
jest bardzo charakterystyczny, czasem może się wydawać, że aż za bardzo. Nawet
zawody, które wykonują są niecodzienne i specyficzne, mimo wszystko jest to w
moim odczuciu ogromna zaleta książki. Czasami delikatne przerysowanie pomaga w
stworzeniu niepowtarzalnej atmosfery.
„Grudzień wygrał los na loterii. Zimny, mokry, często deszczowy i
depresyjno-ponury miesiąc, o którym nikt tak jednak nie mówi. Bo przecież na
jego końcu błyszczy gwiazdka, pachnie choinka i bieli się obrus na stole.”
Największą zaletą tej książki
jest zdecydowanie styl autorki. Książka jest przepełniona cytatami, które
wywołują uśmiech na naszej twarzy. Czasami śmiałam się na głos, uczestnicząc w
książkowych sytuacjach, tak jakbym stała na miejscu Momo. Emocje jakie mi
towarzyszyły trudno mi zdefiniować, bo raz siedziałam w oparach radości, by za
chwilę oddawać się refleksjom nad moim własnym życiem, ale to zdecydowanie znak
czasu, bo kiedy zbliża się koniec roku moje myśli często rozbiegają się w
różnych kierunkach. Lekturę uważam za trafioną w stu procentach. Idealną na ten
moment, niebanalną, napisaną świetnym językiem, tak że w zasadzie strony
kartkują się same, a książka w zawrotnym tempie zbliża się ku końcowi. Daję jej
ocenę 8.5/10.
A Wy? Nadal zaczytujecie się w świątecznych książkach, czy może już wróciliście do standardowego trybu czytelniczego? Święty Mikołaj pamiętał, że kochacie czytać? :) Ja wracam do Alei siódmego anioła, więc to jeszcze nie koniec świątecznych recenzji :)
Chętnie przeczytam tę książkę, może uda mi się to podczas kolejnych świąt. ;)
OdpowiedzUsuńjakoś w tym roku nie mogę się oderwać od świątecznych czytadeł. Może te "sny" będą dobrym pomysłem?
OdpowiedzUsuńMiałam w planach przeczytać tę książkę w okresie świątecznym, ale mi się nie udało. Żałuję.
OdpowiedzUsuńNie czytałam jeszcze żadnych świątecznych powieści, ale chyba powinnam. Fajnie napisana recenzja.
OdpowiedzUsuńJa nie za bardzo lubię takie powieści, wiec sobie odpuszczę.
OdpowiedzUsuńMiło wspominam tę lekturę. Co prawda, nie przepadam za zbyt magicznymi elementami, bo jednak jestem typową realistką, ale tutaj spodziewałam się tej bajkowości. ;-)
OdpowiedzUsuńPrzeczytam z największą chęcią! ;) Klimat absolutnie mój, a do tego szukam ciekawych świątecznych pozycji! ;)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podobała ta książka. Mamy podobne odczucia :)
OdpowiedzUsuńdotychczas unikałam jak ognia świątecznych powieści, ale może czas to zmienić
OdpowiedzUsuńhttps://the-crime-story.blogspot.com zapraszam
Ja książek świątecznych w tym roku nie czytałam w ogóle ;) Może za rok to zmienię, ale ta pozycja i tak nie za bardzo mnie interesuje :)
OdpowiedzUsuńJa w sumie w ogole nie zaczytuje się w świątecznych książkach - po prostu ich nie lubię ;) faktycznie jednak przydomek Momo jest super, bohaterka też wydaje się być jednocześnie zagubiona J zafascynowana tym wszystkim ;)
OdpowiedzUsuńNigdy jeszcze nie zdarzyło mi się przeczytać książki o świętach czy zanurzonej w świąteczno-zimowej atmosferze, i sama właściwie nie wiem, dlaczego.
OdpowiedzUsuńMoże jak już zacząć, to pozycją, którą z taką werwą polecasz? Zapiszę sobie tytuł w notesie, będzie jak znalazł na przyszły rok:)
Ja niestety muszę jeszcze chwilkę poczekać na tą książkę, bo zamówiłam w bibliotece. Ale mam nadzieję, że w styczniu jeszcze zdążę:)
OdpowiedzUsuńJakoś mam wrażenie, że mało kto pisze jeszcze typowo świąteczne książki. Nie bardzo widzę w tym sens.
OdpowiedzUsuńTeraz żałuję, że po nią nie sięgnęłam a wszystko przez jedną niepochlebną recenzję, ale ja tak mam jednej książki mogę przeczytać jedną, max dwie recenzję, bo potem czuję przesyt i nie mam ochoty po nią sięgać. Zostawię ją na przyszły rok. Sama mam jeszcze jeden świąteczny tytuł, ale nie z głównym motywem Świąt. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, poprostualeksandraa.blogspot.com
Ja zawszę się zastanawiałem jaki jest sens czytania świątecznych książek podczas świąt. Ale przeczytałem w tym okresie książkę od Evansa "Hotel pod jemiołą" i kilka dni chodziłem bo poczułem magię świąt ! A książkę sobie zapisze, ponieważ już mam jedną książkę która czeka na święta - czyli "Psiego najlepszego" hah. Zresztą ja uwielbiam takie emocjonalne karuzele uczuć ostatnio więc koniecznie muszę przeczytać
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
https://bartoszczyta.blogspot.co.uk/