Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Hole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Hole. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 stycznia 2018

#22 Pancerne Serce, czyli kolejna randka z Jo Nesbo

„Był więźniem własnego wzorca zachowań, w którym każde działanie w rzeczywistości było czynnością przymusową. Pod tym względem nie był ani o włos lepszy, ani gorszy od tych, których ścigał.”

Powróciłam do Jo Nesbo i to z wielkim hukiem. Autor znów, już na samym początku, serwuje nam wielki wybuch, tak byśmy potem uczestniczyli w poszukiwaniu sprawcy. A robi to jak zwykle bardzo autentycznie. Ci, którym dane było obejrzeć Pierwszy Śnieg, z końcówki filmu dowiedzieli się tego, co dzieje się na początku kolejnej powieści. 

Otóż Harry, standardowo już, ucieka od swoich problemów. Tym razem nie ucieka w alkohol, ale zwiewa do Bangkoku, gdzie zaczyna wieść swoje życie na krawędzi. Niestety, w Oslo nie dzieje się dobrze i Wydziałowi Zabójstw przydałby się specjalista od seryjnych morderców, stąd też poznajemy Kaję, która ma przekonać śledczego do powrotu. Oczywiście, Harry nie jest pozytywnie nastawiony do tego pomysłu, jednak karta przetargowa, jaką posługuje się wysłanniczka jest raczej asem kier, niż dziewiątką wino, tym samym nasz bohater wraca do Norwegii. 

Początkowo mamy do czynienia z dwoma, podobnymi do siebie, zabójstwami. Giną dwie młode kobiety, a sposób, w jaki umierają wydaje się być wyjątkowo brutalny. Mają one w ustach po 24 rany. Wkrótce dochodzi do kolejnego morderstwa, które, choć nie przebiega w analogiczny sposób, zostaje powiązane z wcześniejszymi sprawami. Marit Olsen traci głowę, a Harry swoją musi trzymać na karku, po to by poradzić sobie, zarówno z życiem prywatnym, jak i kolejnym seryjnym mordercą. W tle rozgrywa się też wojna o dominację dwóch dużych instytucji. Otóż Ministerstwu Sprawiedliwości zależy, by podział obowiązków między Wydziałem Zabójstw a KRIPOS był jasny i klarowny, przez co Harry traci swoją całkowitą swobodę działania. Między wierszami przypomina nam się wątki pojawiające się w Pierwszym Śniegu, więc ponownie – czytanie serii po kolei ma tutaj duże znaczenie, inaczej możecie dowiedzieć się zbyt wiele. 


„Trafił w sedno. Oczywiście. Aż tacy jesteśmy banalni. Wierzymy, bo chcemy wierzyć. W bogów, bo taka wiara zagłusza strach przed śmiercią. W miłość, bo upiększa wyobrażenie życia. W to, co mówią żonaci mężczyźni, ponieważ to właśnie mówią.” 

Jak pewnie wiecie – uwielbiam wątki seryjnych morderców w kryminałach. Zawsze wydają mi się bardziej zagmatwane, motywy kierujące mordercą – intrygujące, a całość ociera się zwykle o psychologiczne aspekty w większym stopniu, niż ma to miejsce w przypadku pojedynczych zbrodni. Tym samym Nesbo znowu trafił w punkt. I to jak trafił! Od książki dosłownie nie mogłam się oderwać, przez co mój sen ucierpiał dość istotnie. Poza zaskoczeniami dotyczącymi samego wątku kryminalnego, czeka na nas tutaj trochę niespodziewanych wątków obyczajowych. Nesbo jak zwykle przybliża nam życie swoich bohaterów, a jednocześnie prowadzi akcję w odpowiednio szybkim tempie. 

„Zgadzam się z tymi, że zdolność wybaczania świadczy o jakości człowieka. Zaliczam się do najgorszego sortu.” 

Jeśli chodzi o to, czego mi trochę brakowało, to z pewnością będą to wątki polityczno-społeczne. O ile pozostałe pozycje autora kładą na nie duży nacisk, tu pojawiają się one w bardzo szczątkowej formie i niezwykle rzadko. Mimo wszystko całość czyta się świetnie. Moim zdaniem Nesbo w szczegółach dopracował zarówno zbrodnie, jak i motywy, które za nimi stały. Całość jest dość zawoalowana, na tyle, że choć w pewnych momentach możemy myśleć, że już wszystko wiemy, ktoś potrafi jednym dmuchnięciem rozwiać całą misterną budowlę z kart, jaką udało nam się wnieść.



Nesbo wprowadza tutaj też pewien motyw, który choć doskonale znany jest z wielu książek, to w tej serii pojawił się chyba pierwszy raz. Nowa postać w Wydziale Zabójstw – Kaja, jest trochę zaślepioną miłością kobietą. Dotychczas w tej serii spotykaliśmy raczej kobiety racjonalne, kierujące się różnymi wartościami, niezależne i samodzielne, więc w tym wypadku fajnie dowiedzieć się, że Nesbo jest w stanie w ciekawy sposób pokazać też pewien rodzaj toksycznych zauroczeń, które ograniczają racjonalność i samoświadomość bohaterek. 

Książkę oceniam na mocne 8/10. Nie przybliżę Wam więcej, bo wiecie, jak to z kryminałami bywa. Lepiej wiedzieć za mało, niż przypadkiem przeczytać o jedną recenzję za dużo i potem pluć sobie w brodę.Upiory już na mnie czekają i krzyczą z półki - teraz nasza kolej! 

A Wy? Jak zaczęliście nowy rok? Przeczytaliście coś, co Was wbiło w fotel? Ja za dobrą monetę biorę fakt, że Pancerne Serce przeczytałam w Nowy Rok, więc jeśli sprawdzi się powiedzenie, to wszystkie książki przeczytane w tym roku powinny mnie zachwycić :D 

niedziela, 29 października 2017

#14 Pierwszy śnieg – kiedy „ulepimy dziś bałwana?” przestaje brzmieć sympatycznie.


„Harry przyjechał tu i zostawił samochód na wielkim pustym parkingu, na którym maturzyści, niczym stado lemingów, każdej wiosny zbierali się w celu przymusowego odprawienia rytuału przejścia w dorosłość charakterystycznego dla ich gatunku: tańców wokół ogniska, zamroczenia alkoholowego i pieprzenia.”
Zacznijmy od tego, że moja miłość do Nesbo może sprawiać, że mam klapki na oczach, choć postaram się być obiektywna. Przepraszam też, że tak długo musieliście czekać na tę recenzję, ale ten tydzień to był istny zawrót głowy. Jesień mnie nie rozpieszcza, ale wierzę, że zimą czas zwolni, a ja uskrzydlona wolnością, będę miała więcej czasu na czytanie i pisanie. J
„Ja w nic nie wierzę, ale na tym polega moja profesja. Gdy tylko coś zaczyna przypominać ustalone prawdy, moim zadaniem jest wysunąć kontrargumenty. Właśnie na tym polega liberalizm.”
No właśnie, zima. To jest czas, w którym wszystko się zaczyna, przynajmniej w tej właśnie powieści pana Nesbo. Spada pierwszy śnieg. Kojarzycie ten moment? W dzieciństwie pierwsze płatki śniegu zwiastowały całe morze radości i możliwości. Sanki, bitwy na śnieżki, bałwany… Zostańmy przy bałwanach. Lubicie te grube, śmieszne stworki, które ulepione z nieforemnych kul, z miotłą pod pachą i garnkiem na głowie, zdobiły kiedyś Wasze ganki i podwórka? Myślę, że komisarz Harry Hole ma swoje powody, by ich nienawidzić.
„Harry nigdy nie potrafił czuć prawdziwej radości, gdy sprawy nad którymi pracował, nagle pewnego dnia okazywały się wyjaśnione, dokończone, gotowe. Dopóki toczyło się śledztwo, to ono było jego celem, lecz gdy go osiągnął, widział jedynie, że do celu nie dotarł. Albo że nie tam zamierzał dotrzeć. Albo że cel się przesunął, on sam się zmienił, czy cholera wie jeszcze co. Rzecz była w tym, że czuł się pusty. Sukces nie miał takiego smaku jaki obiecywał, a pojmaniu winnego zawsze towarzyszyło pytanie: co dalej?”
Prywatne życie Harrego, standardowo już, wygląda jakby się miało zaraz posypać. Na dodatek w jego mieszkaniu zadomowił się grzyb, który, przynajmniej zdaniem fachowca, zżera go od środka. Z pewnością nie pomaga w powrocie do formy. Poznajemy również nową policjantkę, piękną, pewną siebie, bystrą, z ciętym językiem, taką, która nie da sobie wejść na głowę, a przy tym potrafi działać zespołowo. Zostaje ona przydzielona do drużyny Harrego, więc poznamy ją nieco bliżej.


„Zaczynała studia na sześciu różnych kierunkach i nigdy nie została w żadnej pracy dłużej niż pół roku. Była uparta, porywcza i rozpieszczona. Zdeklarowana socjalistka. Pociągały ją te kierunki myśli, które głoszą unicestwienie własnego ja. Nielicznymi przyjaciółkami manipulowała, a mężczyźni, z którymi się wiązała, wkrótce odchodzili, bo nie mogli dłużej tego wytrzymać.”
Zacznijmy od fabuły. W mieście dzieje się coś niedobrego. Znikają ludzie, głównie kobiety. Podobieństwo da się uchwycić, choć na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak, jakby po prostu postanawiały uciec od zwyrodniałych mężów, nudnego miejskiego życia, zaczerpnąć świeżego powietrza z dala od problemów. Coś jednak sprawia, że śledczy zaczynają przyglądać się tej sprawie.
­­ „Powodem, dla którego wkład nauki norweskiej w życie społeczności światowej jest tak marginalny, jest to, że zadowolenie z siebie norweskich naukowców, przewyższa jedynie ich lenistwo.” 
Akcja książki toczy się w idealnym tempie. Autor nie pomija istotnych fragmentów, a z drugiej strony nie przeciąga w nieskończoność dygresji i dywagacji na tematy, które dla czytelnika mogą być nieistotne. Jak zwykle ogromny szacunek dla autora, za nafaszerowanie książki trafnymi i ciekawymi cytatami, bo uwierzcie, dawno żadna książka nie dostąpiła zaszczytu noszenia w sobie aż tylu zakładek indeksujących, co właśnie Pierwszy Śnieg.
„Norwegia jest jak gadająca od rzeczy bezdennie głupia blondynka, która zapuściła się w mroczne zaułki Bronksu i oburza się, że jej ochroniarz jest taki brutalny wobec napastników.(…)
- A tym ochroniarzem jest Bush i Stany Zjednoczone – spytał prowadzący.
- Tak. (…) Nasz ochroniarz to neofita, facet z kompleksem ojca, problemami z alkoholem, ograniczony intelektualnie i pozbawiony kręgosłupa bodaj na tyle, by uczciwie odsłużyć wojsko. Krótko mówiąc, facet, z którego powtórnego wyboru powinniśmy się dzisiaj cieszyć.
- Zakładam, że powiedział pan to z ironią?
-Ależ skąd! Słaby prezydent słucha swoich doradców, a w Białym Domu są ci najlepsi, proszę mi wierzyć.”
Sprawa zatacza szerokie kręgi przez co dane jest nam poznać naprawdę wielu bohaterów. Dosięga ludzi wysoko postanowionych, szanowanych w społeczeństwie. Odkrywanie kart tych, którzy doszli daleko, mają armię prawników i walizki wypchane monetami, nie należy jednak do najłatwiejszych. Próby dotarcia do prawdy powodują niemałe zamieszanie.
„Przez głowę przeleciało mu, że mógłby się pomodlić, ale wiedział, że Bóg już podjął decyzję, że szczęście zostało wyprzedane, że ten bilet trzeba kupić na czarnym rynku.”
Myślę też, że warto zwrócić uwagę na to, że książka, jak to u Nesbo, jest naprawdę brutalna. Jednak patrząc na to z perspektywy czasu, to nie opisy zbrodni powodują największe emocje. Krew jest niejako przypisana do tego gatunku, kryminał rządzi się swoimi prawami, a lakoniczny opis zbrodni często szkodzi jego autentyczności. Bardziej rozdzierające są emocje towarzyszące zaginięciom. Ofiary przecież miały rodziny, w tym małe dzieci. Serce łamie fakt tego, że te dzieci zostają pozbawione najważniejszej osoby w życiu, nie dostając nawet możliwości pożegnania się, bo ciała magicznie znikają. 

Usiłował się skoncentrować na tym, co ma zrobić i nie myśleć o niczym innym. Nie dopuszczać do siebie złych myśli. Tak mówił Harry. Mówił, że jedyne potwory jakie istnieją, te, które są w głowie, da się pokonać. Ale trzeba to trenować. Trzeba do nich wychodzić i walczyć z nimi, tak często jak się da. Toczyć z nimi małe bitwy, które można wygrać, potem wrócić do domu, przylepić plaster na rany i wrócić do nich znów.”
Morderca jest świetnie wykreowany. Jest to jeden z tych seryjnych zabójców, którzy postanawiają ze swej profesji uczynić grę. Wiecie: najlepszy policjant w wydziale kontra nieuchwytny zbrodniarz. W związku z tym Harry dostaje pewne wskazówki, które nijak nie łączą się w całość, a powodują jeszcze większe zagubienie. Do tego żaden z potencjalnych kandydatów na mordercę nie wydaje się w pełni autentyczny. Nie jestem specem od rozgryzania spraw w kryminałach, więc nie wiem czy zaprawiony w bojach czytelnik, byłby w stanie odgadnąć rozwiązanie, ale mnie zaskoczyło.
Przyjrzyjmy się przez chwilę bohaterom. W tej pozycji trochę bardziej poznajemy się z zespołem, który pomaga Harremu w śledztwie, a to mi się bardzo spodobało. Choć główny bohater jak zwykle działa głównie sam, to charaktery jego kolegów przestają być dla nas obce. Wydaje mi się także, że dużo wnosi osoba nowej policjantki, która jest całkowitym przeciwieństwem Beate. Katrine Bratt wie do czego dąży, nie boi się pracy z mężczyznami, jest stanowcza i zdecydowana. Ciekawie jest zobaczyć dla odmiany, jak przy takiej osobowości zachowuje się Hole, choć jak wiemy już z poprzednich części, Harry przede wszystkim nie chce, by ludzie mu przeszkadzali w pracy, więc nie bardzo przejmuje się nawiązywaniem głębszych znajomości. Ciekawą postacią jest też, znany już trochę z poprzednich części, Skarre – pewny siebie, ironiczny chłopiec, który czuje się, jakby pozjadał wszystkie rozumy i usiłuje to wszystkim udowodnić. Fajnie się obserwuje, kiedy cała reszta pacyfikuje jego zapędy.

„Może pan powiedzieć, że oferuję swoje usługi na targowisku próżności. Albo że naprawiam ludziom zewnętrzną powłokę by ulżyć bólowi we wnętrzu. Proszę samemu wybrać. Mnie to w zasadzie nie obchodzi.”
Język i styl autora wciąż pozostają na tym samym, bardzo dobrym, poziomie. Jak wiecie spodobał mi się on już od pierwszych części, a każda kolejna tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Nadal bardzo cenię Nesbo za wplatanie różnych wątków polityczno-społecznych w swoje pozycje. Jeśli sięgniecie po książkę, to sami przekonacie się o czym mówię, bo nie chcę zdradzać Wam fabuły, ale uwierzcie: lekarze, a zwłaszcza ci zajmujący się chirurgią plastyczną, politycy, dziennikarze,  a nawet taksówkarze, w pozycjach Nesbo potrafią wygłaszać tak trafne i inspirujące stwierdzenia dotyczące świata, że aż chciałoby się na takich trafiać w realnym świecie.
„Nikt lepiej niż lekarze nie wie, co może przynieść choroba. Podeprę się przykładem stoika Zenona, który uważał, że samobójstwo to godny szacunku czyn, gdy choroba sprawia, że śmierć staje się bardziej atrakcyjna niż życie.”
Książkę polecam z czystym sercem. Nie wiem, czy to jest moim zdaniem najlepsza pozycja Nesbo, ale zdecydowanie dorównuje jakością Wybawicielowi, Karaluchom, czy Pentagramowi. Osobiście preferuję książki kryminalne opisujące seryjnych morderców, w związku z czym pozycja otrzymuje ode mnie 8.5/10. Polecam ją wszystkim miłośnikom kryminałów. Nie widziałam jeszcze ekranizacji, niestety miałam to zrobić w tym tygodniu, ale natłok obowiązków nie dał mi na to szansy, stąd też nie mogę odnieść się do tej kwestii. Widzieliście może film? Polecacie?
Ja tymczasem zabieram się za Krew na Śniegu tego autora, a Wy, co czytacie? :) Koniecznie dajcie znać, czy czytaliście Pierwszy Śnieg oraz jakie są Wasze odczucia, co do tej pozycji! 
Buziaki! 
Cass

piątek, 15 września 2017

#6 - Początek przygody z Nesbo, czyli dlaczego czuję niedosyt.






„Ona była z rodzaju tych, co w pierwszej chwili są bardzo twarde, ale miękną, kiedy się je podrapie pod brodą i powie, że trochę się je lubi. Wtedy gotowe są zrobić dla ciebie wszystko.”

Nesbo to jeden z bardziej rozpoznawalnych skandynawskich pisarzy jeśli chodzi o kryminały, a przynajmniej na to wskazywałaby jego popularność, tak na Instagramie, jak i w blogosferze. Jakiś miesiąc temu uznałam, usychając z tęsknoty za Sebastianem Bergmanem, że muszę znaleźć kolejnego śledczego, który skradnie moje serce. Tym samym sięgnęłam po serię z Harrym Hole, który przy pierwszej części serii wydal mi się fantastyczną postacią. 

„Powietrze, człowieku, to się czuło w powietrzu. Wolność. Wiarę w człowieka. Możliwość zbudowania czegoś nowego. I nawet jeśli Bill Clinton twierdzi, że nie zaciągał się marihuaną, to jednak wdychał to samo powietrze, tego samego ducha, co reszta z nas. I oczywiście to się odbiło na wszystkich. Cholera, trzeba by było nie oddychać co najmniej przez pięć lat, żeby bodaj cząstka tamtej atmosfery nie przeniknęła do krwi. Śmiej się więc, Harry Holy, ale za dwadzieścia lat, kiedy się już zapomni o rozszerzanych spodniach i całej marnej poezji, myśl tamtych czasów ukaże się w zupełnie innym świetle. Wspomnisz moje słowa!”
 „Człowiek-nietoperz” był tak dobry, że połknęłam go w jeden wieczór, choć trochę się obawiałam, ze względu na to, że z całej serii miał najsłabszą ocenę na lubimyczytać. Mimo wszystko mnie porwał. Akcja dziejąca się w Australii to ogromny plus tej powieści. Autor genialnie zrównoważył zagadkę kryminalną z codziennością bohaterów, dzięki czemu łatwo było ich polubić, czy się przywiązać. Postaci były barwne i intrygujące. Komentarze i anegdotki prześmieszne. Sama zagadka może niektórym mogła wydawać się nijaka, dla mnie i tak rozwiązanie było zaskakujące. Styl pisania i przeplatania wątków był świetny, więc książkę czytało się genialnie lekko. No, ale klimat Australii oczywiście wygrał wszystko! Wydawał mi się oddany fantastycznie. Po przeczytaniu pierwszego tomu naprawdę nie mogłam się doczekać kiedy sięgnę po kolejne i już drugiego dnia połknęłam drugi tom.



Smak też jest w porządku. Jim i ja jesteśmy starymi przyjaciółmi.
Ach tak. – Loken nalał sobie sporego drinka – Ostatnio chyba mniej się przyjaźnicie?
Podobno ma na mnie zły wpływ.
To kto Ci teraz dotrzymuje towarzystwa?
Harry sięgnął po butelkę coli.
Amerykański imperializm kulturowy.” 

„Karaluchy”, bo taki tytuł nosi druga część serii, były równie dobre. No dobra, trochę mi brakowało tego fajnego Australijskiego klimatu, co nie ujmowało książce w żadnym stopniu. Wciąż zapoznawaliśmy się z Harrym i jego przeszłością, podawano nam tego nieco zarozumiałego faceta z problemami, który starał się ułożyć swoje życie. Wydaje mi się, że drugi tom był nieco bardziej brutalny od pierwszego, a zagadka bardziej skomplikowana i dopracowana, co oczywiście dawało mi nadzieję, że każda kolejna część będzie robić na mnie większe wrażenie. „Karaluchy” niestety bardzo ucierpiały przy czytaniu, byłam tak wciągnięta w fabułę, że nie dostrzegłam, iż stół nie jest tak długi, jak mi się wydawało, tym samym cała herbata znalazła się na książce i łóżku, a muszę Wam się przyznać, że kiedy czytam lub się uczę, herbatę piję w niemalże litrowych kubkach. Myślę, że ta sytuacja naprawdę świadczy o tym, jak bardzo książka przypadła mi do gustu. Wgniotło mnie w fotel i byłam najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, że tyle przyjemności jeszcze przede mną. 


 
Kolejne było, chwalone o wiele bardziej, „Czerwone Gardło”, które przy okazji jest pierwszym tomem „Trylogii z Oslo”, a mi całkowicie nie przypadło do gustu. Jestem fanką bieżącej akcji i podążania szlakiem głównego bohatera, poznając przy okazji jego samego i to co go otacza. Tutaj mamy bardzo dużo elementów, które są wspomnieniami i momentami stają się nużące. Akcja toczy się zdecydowanie wolniej i długo nie wiemy, gdzie tak naprawdę znajduje się jej punkt centralny. Postać Harry’ego widnieje więc gdzieś na dalszym planie. Fakt, sama puenta, zakończenie, są warte tego, by przez książkę przebrnąć, choć mnie najbardziej motywował fakt, że seria ma jeszcze wiele tomów, a liczyłam na to, że kolejne będą jednak lepsze. Założyłam, że po prostu sama rozwiązywana sprawa nie była w moim klimacie. 

„Kelnerzy tutaj są jak planeta Pluton – stwierdził Andrew ze złością. – Krążą po peryferiach, pojawiają się tylko raz na dwadzieścia lat i nawet wtedy nie daje się ich dostrzec gołym okiem.”

Ostatnią częścią, jaką udało mi się przeczytać jest „Trzeci Klucz”. Po rozczarowaniu poprzedniczką trochę czasu upłynęło, nim zdecydowałam się po niego sięgnąć. Potem kompletnie nie mogłam wgryźć się w fabułę. Początek był ciekawy, ale następnie znów miałam wrażenie, że za bardzo się ciągnie. Były oczywiście zwroty akcji, niedopowiedzenia, zmiany kierunku rozwoju fabuły, ale to nie było to. Oczywiście nie mam tu zastrzeżeń do stylu narracji, od początku Autor w tym aspekcie pokazał klasę, podobnie jest z bohaterami, oni byli świetni, ale w nowych pozycjach jest ich dla mnie zdecydowanie za mało. Nie poznajemy ich tak, jakbyśmy chcieli. 



„– Przemoc jest jak coca-cola i Biblia. Należy do klasyki.”

To może być oczywiście wynikiem mojego spaczenia kryminalnego. Jak już kiedyś wspominałam – fabuła fabułą, nawet w kryminałach muszę poznać postaci, z którymi się stykam i poza życiem zawodowym, lubię śledzić ich osobiste historię. Owszem, Harry nadal ma różne prywatne problemy i rozterki, ale dla mnie jest ich zbyt mało. Może stąd rozbieżność w mojej ocenie, w porównaniu z oceną ogólną. Człowiek – nietoperz, czy Karaluchy mogły, w porównaniu do kolejnych części, mieć mniej dopracowaną kwestię kryminalną, choć dla mnie była ona fajna i zaskakująca, ale o wiele bardziej stawiały na kontekst, otoczenie i relacje międzyludzkie. W związku z tym, co napisałam  może wydawać się dziwnym, że skoro lubię poznawać bohaterów nie czytam obyczajówek, a kryminały, ale ja uwielbiam akcję! Sprawa kryminalna napędza fajnie książkę, buduje napięcie, natomiast bohaterowie są dla mnie nieodłączną jej częścią, a oni nie są z kosmosu i poza pracą mają również własne życie, na którego poznaniu mi zależy. 

„Prawda jest taka, że nikt nie utrzyma się z prawdy i dlatego nikogo ona nie interesuje. Prawda, którą tworzymy, jest po prostu sumą tego, co służy ludziom, w zależności od tego, jaką posiadają władzę.”

To krótka recenzja kilku tomów, które udało mi się przeczytać. Może nawet trudno to nazwać recenzją, ale książki kryminalne są dla mnie typowo rozrywkowe i albo są dobre, albo nie. Bez sensu nakreślać dokładnie fabułę, bo każdy czytacz kryminałów wie, że jeśli autor ma dobry styl pisania i kreowania sprawy, niezależnie od tego czego ona będzie dotyczyła, kryminał będzie dobry. Co wielu osobom pokazała np. Agatha Christie, czy w polskich warunkach – Remigiusz Mróz. Przy pisaniu tej recenzji i przemyśleniach na temat moich kryminalnych przygód, wreszcie chyba wpadłam na to czemu nie podobał mi się Behawiorysta. Właśnie ze względu na skupienie się na akcji, a pominięcie tego, że każdy bohater ma też swoje życie, swoje emocje, swoje plany i ścieżki, którymi podąża.  Człowiek-Nietoperz i Karaluchy zasługują w moim odczuciu na 8/10 punktów. Czerwone Gardło i Trzeci klucz mogą dostać ode mnie maksymalnie 6/10. Chciałabym też zauważyć, że większość cytatów, które się tutaj pojawiły, pochodzi z pierwszej części powieści. 



„Rozejrzał się i pomyślał, że nie m nic bardziej opuszczonego niż domki letniskowe jesienią.”

I teraz mam do Was ważne pytanie: jak myślicie, czy w obliczu tego kolejne tomy cyklu z Harrym mogą mi się spodobać? Czy któryś z cykli Mroza fajnie eksponuje bohaterów i ich życie? Jakie kryminały Wy najbardziej lubicie? Czytacie Nesbo? Co o nim sądzicie? Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa Waszej opinii!
Buziaki!



Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia